Polub mnie!

piątek, 27 grudnia 2013

Dlaczego czytelnicy fantastyki pozostają w "kontrze"? (Andrzej Pilipiuk - wywiad)




Mateusz Grzeszczuk: Padła kiedyś opinia, że czytelnicy fantastyki to ludzie o szerokich horyzontach, wizjonerzy, ludzie, którzy cenią przygodę. Muszą być zakręceni. Często pozostający w pewnej ''kontrze''. 


Andrzej Pilipiuk: Z tym zakręceniem bym nie przesadzał - większość pisarzy i pisarek których znam jest porażająco normalna. Piszemy książki,sprzedają się, jeździmy na wakacje, mamy rodziny (albo nie), kto chce i lubi trzyma zwierzątka domowe. Co do horyzontów  – w Polsce fantastykę pisują też poważni naukowcy czy wykładowcy akademiccy którzy literaturę traktują jako hobby.To buduje intelektualny etos środowiska.

Może jesteśmy opozycji do pisarzy główno nurtowych. Nie chlamy, nie ćpamy, nie urządzamy orgii, nie sypiamy z krytykami, piszemy zrozumiałym językiem i nie łasimy się do urzędasów o dotacje do publikacji naszych wypocin.

Ale to świat zwariował - my po prostu jesteśmy normalni. Czasem ktoś z nas ma jakieś ciekawe hobby - ale to jest niezwykłe dla ludzi którzy interesują się tylko telewizją. Dla nas jest normalne że w wolnych chwilach robi się coś niezwiązanego z pracą. 

W czym może się przejawiać ''kontra'' czytelników Andrzeja Pilipiuka? Może w stosunku do establishmentu?

Każdy normalny człowiek brzydzi się naszymi pseudoelitami. Moi czytelnicy nie różnią się tu raczej od większości społeczeństwa.

Wydaje mi się, że tworzycie pewną opozycję, w szczególności do środowisk poetyckich.

W jakim sensie opozycję? Ich istnienie nam nie przeszkadza. No może o tyle przeszkadza że żerują na pieniądzach z naszych podatków... 

Czy widzi Pan szansę na nowe zorganizowanie tej wspólnoty literackiej? Na utworzenie pewnej wspólnoty - chociażby z tymi "główno nurtowymi".

Nasza chata z kraja. Po co mamy się bratać? Ewentualnie moglibyśmy zawrzeć sojusz na rzecz zniesienia podatku vat na książki - ale w ich przypadku rzadziej zachodzi związek między sprzedanym nakładem książek a wysokością zarobków.

Odnoszę wrażenie że oni się nami brzydzą -  w każdym razie regularnie dawali wyraz. Guśkabnanunetowariszcz... 

„Regularnie dawali wyraz”. Jakimi środkami, w jaki sposób?

Proszę postudiować choćby dział recenzji czasopisma "Lampa i iskra Boża" - szereg tekstów pisanych przez ludzi zionących nieskrywaną pogardą i nienawiścią do fantastyki.

Akurat recenzje fantastyki w tym czasopiśmie są mi nieznane. 

Recenzując książkę A.Brzezińsiej krytyk zaczął od wyznania że nie zna i nie lubi fantastyki... Skoro tak to po co recenzuje? Dla paru groszy wierszówki? Curiozum! 

W jednym z pism "Polonistyki" ukazał się artykuł, z którego można wnioskować, że czasy pogardy dla fantastyki się skończyły.

Uwierzę jak zobaczę. Myślę że raczej trochę się przestraszyli gdy książki z naszego getta nagle trafiły do pierwszych dziesiątek list bestsellerów. Gardzą nadal - ale trochę ostrożniej to wyrażają... Na wypadek gdyby za parę lat musieli przyłączyć się do zwycięzców…

Może brakuje pewnych badań na temat współczesnej kultury, komiksu, multimedii? Za Dominiką Oramus: Może brak "międzyfilologicznej współpracy o fantastyce"?

Może i tak. Ale ja jestem zadowolony że się nas nie czepiają. Nie mamy dotacji i szmalcownych nagród - musimy pisać dla normalnych ludzi. A żeby chcieli to kupować musimy nieustannie szlifować jakość. TO ZDROWE.   

Może warto sięgnąć do lat wcześniejszych i wspomnieć na fakt, że cenzura nigdy nie interesowała się fantastyką? Byliście w jakiś sposób "wolni". Pisarze główno nurtowi dali się sprzedawać. Może dalej to robią?

To nie zupełnie tak - może obroża była ciut luźniejsza, ale cenzura oczywiście się czepiała. Wiem że jakieś problemy ze "Smutnymi panami z ulicy Mysiej" miał np. Witold Jabłoński. To i owo udawało się przepchnąć czego dowodem są antyutopie Janusza A. Zajdla - ale komuna interesowała się i naszą prozą i ruchem fanowskim. Ubeckie wtyczki podsyłano na konwenty, był też co najmniej jeden "kret" w Śląskim Klubie Fantastyki. Podejrzewano fantastów zresztą zupełnie słusznie - na  spotkaniach zdarzały się bowiem projekcje filmów nie dość że nieprawomyślnych to nawet niefantastycznych... Redaktor Lech Jęczmyk prowadzący serie literatury SF był aktywnym działaczem opozycji.

Nie wiem na ile pisarze nurtu głównego sprzedają się dziś świadomie a na ile podzielają "jedynie słuszne poglądy" władz. To już nie te czasy gdy literatom dawano wille i samochody. 

A jak wspomina Pan własne życie akademickie, czas studiów. Spotkał się Pan z pewnymi ograniczeniami?

Jedynym ograniczeniem podczas studiów były nieustanne pustki w kieszeni...

Gdybym mógł jeszcze wrócić do poprzedniego wątku. Relacje które panują w naszym kraju co do przyjęcia, finansów, odbioru fantastyki, odzwierciedlają to, co się dzieje także na Zachodzie?

Isaac Asimov napisał kiedyś że w USA powszechnie gardzono fantastyką. Sytuacja zmieniła się gdy twórcy fantastyki zarobili pierwsze miliony dolarów. Jeśli podobnie ma być w Polsce - to przez najbliższe dekady nie zmieni się nic - podatek vat na książki zaorał rynek.

Czy są jeszcze jakieś "niewyekspolorowane" przestrzenie w fantastyce? Tematy, których jeszcze nikt się nie podjął? Pomysły? Wszystko zależy od wyobraźni?

Polska fantastyka dość szybko przyswaja sobie nowe prądy obecne w fantastyce zachodniej. Niektóre jednak docierają do nas z opóźnieniem - np. w dziedzinie steampunka dopiero raczkujemy. Przydało by się też odnowić u nas zainteresowanie autorów podbojem kosmosu - spaceopery nie są dziś naszą mocną stroną.

Są też prądy którym nie wróżę u nas powodzenia - np. fantastyka gejowska, czy otwarcie lewicowa - są zbyt obce naszym odbiorcom. To się u nas nie sprzeda.  

A co my jako Polacy daliśmy fantastyce? Co się narodziło u nas i mogło zostać w pewien sposób "przejęte/podchwycone" ?

Zachód to i owo nam podkrada. Kilkanaście lat przed „Folwarkiem zwierzęcym” wizję buntu zwierząt hodowlanych przelał na karty powieści St.Reymont. Hełm Lorda Vadera z "Gwiezdnych Wojen" jest łudząco podobnydo obrazu Stanisława Szukalskiego  "Przyłbica przodków". Raczej nie jest to przypadek – twórczość Szukalskiego jest w USA znana - wywarła też znaczący wpływ na prace H.R.Gigera.

Powszechnie uważa się że wiele koncepcji odbijających się echem w światowej fantastyce sformułował St.Lem.  Np. jego fantomatyka ma być pierwowzorem rzeczywistości wirtualnej. Podobnie proza Adama Snerga-Wiśniewskiego  ewidentnie inspirowała braci Wachowskich - twórców kultowego Matrixa. Takich okruchów jest sporo. Ale tego co w naszej fantastyce najcenniejsze - fantastyki socjologicznej i antyutopii  Janusza A. Zajdla zachód nie zna - bo jesteśmy dla niego wyłącznie rynkiem zbytu... Ai w Polsce świadomość tych dokonań przebija się z trudem. Dzieciarnia w liceum omawia antyutopie Orwella, czasem poloniści sięgają po Huxleya, Zamiatina, czy Margaret Atwood a przecież mamy własne, wybitne dokonania na tym polu! 

W takim razie pytanie na koniec- czego Pan życzy sobie, swoim bohaterom i polskiej fantastyce?

W zasadzie nie potrzebuję niczego poza czasem i spokojem by móc normalnie i bez stresów pisać. Jeśli tylko politycy nie będą się wtrącać i kombinować jak mnie ograbić, wszystko pozostałe przyjdzie z czasem.  Stopniowo wypracuję wysokie nakłady, przyzwoite dochody, zrealizuję plany literackie i poza literackie. Byle tylko władza nie przeszkadzała - z całą resztą sam sobie poradzę. Moi bohaterowie wezmą co los da...

Czego życzyć polskiej fantastyce? Tego samego. By nasza harówka nie była marnowana  przez urzędasów iby władza zaczęła traktować nas jak dojną krowę, a nie jak bydło rzeźne.  Potrzebujemy tylko i wyłącznie w miarę znośnych warunków  do dalszego rozwoju. I też sobie poradzimy. Za dziesięć lat dorobimy się normalnych nakładów i kto wie -  może przyjdzie pora np. na własne wytwórnie filmowe. 

Dziękuje serdecznie za rozmowę.

Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz