Mateusz Grzeszczuk: Padła
kiedyś opinia, że czytelnicy fantastyki to ludzie o szerokich horyzontach,
wizjonerzy, ludzie, którzy cenią przygodę. Muszą być zakręceni. Często pozostający
w pewnej ''kontrze''.
Andrzej Pilipiuk: Z
tym zakręceniem bym nie przesadzał - większość pisarzy i pisarek których znam
jest porażająco normalna. Piszemy książki,sprzedają się, jeździmy na wakacje,
mamy rodziny (albo nie), kto chce i lubi trzyma zwierzątka domowe. Co do
horyzontów – w Polsce fantastykę pisują też poważni naukowcy czy
wykładowcy akademiccy którzy literaturę traktują jako hobby.To buduje
intelektualny etos środowiska.
Może jesteśmy opozycji do pisarzy główno nurtowych. Nie
chlamy, nie ćpamy, nie urządzamy orgii, nie sypiamy z krytykami, piszemy
zrozumiałym językiem i nie łasimy się do urzędasów o dotacje do publikacji
naszych wypocin.
Ale to świat zwariował - my po prostu jesteśmy normalni. Czasem ktoś z nas ma
jakieś ciekawe hobby - ale to jest niezwykłe dla ludzi którzy interesują się
tylko telewizją. Dla nas jest normalne że w wolnych chwilach robi się coś
niezwiązanego z pracą.
W czym może się
przejawiać ''kontra'' czytelników Andrzeja Pilipiuka? Może w stosunku do
establishmentu?
Wydaje mi się, że
tworzycie pewną opozycję, w szczególności do środowisk poetyckich.
W jakim sensie opozycję? Ich istnienie nam nie
przeszkadza. No może o tyle przeszkadza że żerują na pieniądzach z naszych
podatków...
Czy widzi Pan szansę
na nowe zorganizowanie tej wspólnoty literackiej? Na utworzenie pewnej
wspólnoty - chociażby z tymi "główno nurtowymi".
Nasza chata z kraja. Po co mamy się bratać? Ewentualnie
moglibyśmy zawrzeć sojusz na rzecz zniesienia podatku vat na książki - ale w
ich przypadku rzadziej zachodzi związek między sprzedanym nakładem książek a
wysokością zarobków.
Odnoszę wrażenie że oni się nami brzydzą - w każdym razie regularnie
dawali wyraz. Guśkabnanunetowariszcz...
„Regularnie dawali wyraz”. Jakimi środkami, w jaki sposób?
Proszę postudiować choćby dział recenzji czasopisma
"Lampa i iskra Boża" - szereg tekstów pisanych przez ludzi zionących
nieskrywaną pogardą i nienawiścią do fantastyki.
Akurat recenzje fantastyki
w tym czasopiśmie są mi nieznane.
Recenzując książkę A.Brzezińsiej krytyk zaczął od wyznania
że nie zna i nie lubi fantastyki... Skoro tak to po co recenzuje? Dla paru
groszy wierszówki? Curiozum!
W jednym z pism
"Polonistyki" ukazał się artykuł, z którego można wnioskować, że
czasy pogardy dla fantastyki się skończyły.
Uwierzę jak zobaczę. Myślę że raczej trochę się
przestraszyli gdy książki z naszego getta nagle trafiły do pierwszych dziesiątek
list bestsellerów. Gardzą nadal - ale trochę ostrożniej to wyrażają... Na
wypadek gdyby za parę lat musieli przyłączyć się do zwycięzców…
Może brakuje pewnych
badań na temat współczesnej kultury, komiksu, multimedii? Za Dominiką Oramus:
Może brak "międzyfilologicznej
współpracy o fantastyce"?
Może i tak. Ale ja jestem zadowolony że się nas nie
czepiają. Nie mamy dotacji i szmalcownych nagród - musimy pisać dla normalnych
ludzi. A żeby chcieli to kupować musimy nieustannie szlifować jakość. TO
ZDROWE.
Może warto sięgnąć do
lat wcześniejszych i wspomnieć na fakt, że cenzura nigdy nie interesowała się
fantastyką? Byliście w jakiś sposób "wolni". Pisarze główno nurtowi
dali się sprzedawać. Może dalej to robią?
To nie zupełnie tak - może obroża była ciut luźniejsza, ale
cenzura oczywiście się czepiała. Wiem że jakieś problemy ze "Smutnymi
panami z ulicy Mysiej" miał np. Witold Jabłoński. To i owo udawało się
przepchnąć czego dowodem są antyutopie Janusza A. Zajdla - ale komuna
interesowała się i naszą prozą i ruchem fanowskim. Ubeckie wtyczki podsyłano na
konwenty, był też co najmniej jeden "kret" w Śląskim Klubie
Fantastyki. Podejrzewano fantastów zresztą zupełnie słusznie - na
spotkaniach zdarzały się bowiem projekcje filmów nie dość że
nieprawomyślnych to nawet niefantastycznych... Redaktor Lech Jęczmyk prowadzący
serie literatury SF był aktywnym działaczem opozycji.
Nie wiem na ile pisarze nurtu głównego sprzedają się dziś świadomie a na ile
podzielają "jedynie słuszne poglądy" władz. To już nie te czasy gdy
literatom dawano wille i samochody.
A jak wspomina Pan własne
życie akademickie, czas studiów. Spotkał się Pan z pewnymi ograniczeniami?
Jedynym ograniczeniem podczas studiów były nieustanne pustki
w kieszeni...
Gdybym mógł jeszcze
wrócić do poprzedniego wątku. Relacje które panują w naszym kraju co do
przyjęcia, finansów, odbioru fantastyki, odzwierciedlają to, co się dzieje
także na Zachodzie?
Isaac Asimov napisał kiedyś że w USA powszechnie gardzono
fantastyką. Sytuacja zmieniła się gdy twórcy fantastyki zarobili pierwsze
miliony dolarów. Jeśli podobnie ma być w Polsce - to przez najbliższe dekady
nie zmieni się nic - podatek vat na książki zaorał rynek.
Czy są jeszcze jakieś "niewyekspolorowane" przestrzenie w fantastyce? Tematy, których jeszcze nikt się nie podjął?
Pomysły? Wszystko zależy od wyobraźni?
Polska fantastyka dość szybko przyswaja sobie nowe prądy
obecne w fantastyce zachodniej. Niektóre jednak docierają do nas z opóźnieniem - np. w dziedzinie steampunka
dopiero raczkujemy. Przydało by się też odnowić u nas zainteresowanie autorów podbojem kosmosu -
spaceopery nie są dziś naszą mocną stroną.
Są też prądy którym nie wróżę u nas powodzenia - np. fantastyka gejowska, czy
otwarcie lewicowa - są zbyt obce naszym odbiorcom. To się u nas nie sprzeda.
A co my jako Polacy daliśmy fantastyce? Co się narodziło u nas i mogło zostać w pewien sposób "przejęte/podchwycone" ?
Zachód to i owo nam podkrada. Kilkanaście lat przed
„Folwarkiem zwierzęcym” wizję buntu zwierząt hodowlanych przelał na karty
powieści St.Reymont. Hełm Lorda Vadera z "Gwiezdnych Wojen" jest
łudząco podobnydo obrazu Stanisława Szukalskiego "Przyłbica
przodków". Raczej nie jest to przypadek – twórczość Szukalskiego jest w
USA znana - wywarła też znaczący wpływ na prace H.R.Gigera.
Powszechnie uważa się że wiele koncepcji odbijających się
echem w światowej fantastyce sformułował St.Lem. Np. jego fantomatyka ma
być pierwowzorem rzeczywistości wirtualnej. Podobnie proza Adama Snerga-Wiśniewskiego ewidentnie
inspirowała braci Wachowskich - twórców kultowego Matrixa. Takich okruchów
jest sporo. Ale tego co w naszej fantastyce najcenniejsze - fantastyki
socjologicznej i antyutopii Janusza A. Zajdla zachód nie zna - bo
jesteśmy dla niego wyłącznie rynkiem zbytu... Ai w Polsce świadomość tych dokonań przebija się z trudem.
Dzieciarnia w liceum omawia antyutopie Orwella, czasem poloniści sięgają po
Huxleya, Zamiatina, czy Margaret Atwood a przecież mamy własne, wybitne
dokonania na tym polu!
W takim razie pytanie
na koniec- czego Pan życzy sobie, swoim bohaterom i polskiej fantastyce?
W zasadzie nie potrzebuję niczego poza czasem i spokojem by
móc normalnie i bez stresów pisać. Jeśli tylko politycy nie będą się wtrącać i kombinować jak mnie ograbić,
wszystko pozostałe przyjdzie z czasem. Stopniowo wypracuję wysokie
nakłady, przyzwoite dochody, zrealizuję plany literackie i poza
literackie. Byle tylko władza nie przeszkadzała - z całą resztą sam
sobie poradzę. Moi bohaterowie wezmą co los da...
Czego życzyć polskiej fantastyce? Tego samego. By nasza harówka nie była
marnowana przez urzędasów iby władza zaczęła traktować nas jak dojną krowę,
a nie jak bydło rzeźne. Potrzebujemy tylko i wyłącznie w miarę znośnych
warunków do dalszego rozwoju. I też sobie poradzimy. Za dziesięć lat
dorobimy się normalnych nakładów i kto wie - może przyjdzie pora np. na
własne wytwórnie filmowe.
Dziękuje serdecznie
za rozmowę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz