Jeszcze niedawno abp Stanisław Gądecki, wiceprzewodniczący Episkopatu Polski wspominał, że Ministerstwo Edukacji Narodowej robi dużo, aby obniżyć rangę lekcji religii w polskiej szkole. Przeciętnego ucznia czeka około 850 godzin katechezy, jak warto zauważyć - to "czwarta siła" po matematyce, języku polskim i obcym. Ile przeznaczono pieniędzy na pensje katechetów? Około 1,4 mld zł. Ostatnio biskupi przedstawiają także nowy pomysł - religia przedmiotem maturalnym. Moi drodzy kapłani - to nie MEN obniża rangę tej lekcji, ale FRUSTRACJA rodziców, uczniów wobec bezsilności prowadzących.
Polub mnie na Facebooku i miej swoje zdanie:)
Nie chodzi mi oczywiście o rozszerzenie światopoglądów młodych Polaków, bo to zjawisko i tak ma miejsce na każdym kroku. Młodzi zadają o wiele więcej pytań, a ich postawa jest coraz bardziej samodzielna. Czy tolerancyjna? Nie wiem. Przypominają mi się słowa ks. Bonieckiego, według którego katecheta ma tylko przekazywać wiedzę, ma być jej świadkiem, wystrzegającym się manipulacji.
Zdaniem Mateusza religia powinna zniknąć z polskich szkół, oczywiście tylko jeżeli jej nauczanie, sposób organizacji ma wyglądać w ten sposób w jaki ma miejsce teraz. Dlaczego? Jestem chrześcijaninem i w moim obowiązku leży dbać także o katolicki interes społeczny i dobre imię Kościoła. Jeżeli do świątyni co niedzielę przychodzi coraz mniej młodzieży, parafia się kurczy - jest to oznaką, że ta wspólnota jest chora. Wina leży po obu stronach - proboszcz, który może nie otwierać się np. na tzw. nowe formy Ewangelizacji albo sami wierni, którzy nie poczuwają się do obowiązku, aby zaprosić najbliższych na spotkanie z Chrystusem. Księżą i katecheci boją się stwierdzić, że choroba polskiej katechezy to wirus, który prowadzi do zakażenia uogólnionego. To nie choroba skóry i lekka grypa, to wirus rozprzestrzeniający się na cały organizm. Mój Jezus nie chciałby takiej lekcji religii. Nie odrzuciłby na inną ławkę papierowego samolotu i nie pomógłby w odrabianiu innych lekcji. Jezus stanąłby na "brzegu Twojego życia i spytał: dlaczego łowisz beze mnie? Dlaczego nie chcesz mi dać miejsca w tej łodzi, którą płyniesz?". Przypomina mi się fragment Pisma Św. w którym to Chrystus przepędza kupców z "Domu Swojego Ojca". Może czas i na rewolucję w szkolnych salach, przewrócić, rozrzucić, przepędzić. Niech miejsce w którym mówi się o Bogu będzie pełne ładu i porządku. Wzajemnego szacunku, miejscem ciężkich odpowiedzi. I wcale nie chodzi mi o to aby księża stali pod ścianą i wyczekiwali na słowny ostrzał. Wierzę w młodzież i w to, że w klasach są jeszcze ludzie, którzy są w stanie przekazać rówieśnikom własne świadectwo.
Księża narzekają, że religia jest spotkaniem ze zwykłymi uczniami, miejscem konfrontacji i zadawaniem pytań. W rzeczywistości staje się tylko prostym komunikowaniem wiary z podręczników szkolnych. Kościół od lat próbuje dotrzeć do młodej części społeczeństwa nie zdając sobie sprawy, że grupa docelowa jest już od dawna w jego zasięgu. Kościół co roku otrzymywał wielką szansę, z której dla mnie - nie skorzystał. Co tydzień na lekcjach gromadziło się i nadal gromadzi tysiące młodych ludzi, którzy chcą rozwiać swoje wątpliwości. Zamiast odpowiedzi i dyskusji, zamiast autentyczności - młodzi śpiewają piosenki, przeglądają slajdy i przepisują tabelki z regułami do zeszytów. Gimnazjaliści, uczniowie szkół podstawowych nigdy nie mieli tak wielu pytań jak Ci współcześni. Nigdy tak wiele jak dziś - zależy od katechezy. Episkopat puka, szuka i próbuje usadzić kolejne to duszyczki w kościelnych ławkach. Tworzy się nowe wspólnoty, zjazdy, kursy i wydarzenia. Kościół przegląda kontakty w skrzynce odbiorczej, a rozwiązanie jest proste - przerzucić się do wersji roboczych, dokończyć dzieło, edytować poprzednie treści i wysłać nowe zaproszenie, smsa. Wprowadzić nową jakość. Jak? Zdać sobie sprawę, że przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce zależy od lekcji religii w szkołach. Gdyby nawet nie rodzina, niech kapłan w szkole stanie się osobą pierwszego kontaktu z wiarą. Religia? Tak! Ale tylko traktowana poważnie, z wysokimi wymaganiami, z zasadami, o których ustalenie będzie się prosić samych uczniów. Powinniśmy na nowo przypomnieć sobie, że wspieranie katechetów, dobór i ich formacja leży w rękach biskupów i wiernych. Czasami wydaje mi się, że Kościół należy przestraszyć, minimalnie zawężać pole działania aby poczuł się przez moment silnie zagrożony. Niech przyjdą pewne ograniczenia, jeszcze większe trudności. Zdajmy sobie sprawo, że bunt jest szczególnie Polską cechą. My nie lubimy jak czegoś nam się narzuca, a przyzwyczailiśmy się, że czegoś nam się zabrania. Polacy będą szukać, ale i tak wrócą do korzeni. Zresztą - było tak zawsze.
Wielu czytając ten artykuł może powiedzieć: brak religii w szkołach to całkowite zamknięcie drzwi przez Kościół, młodzi ludzie stracą całkowity kontakt z kapłanami. Przypomnijmy sobie jednak, że Jezus zawsze TYLKO zapraszał, powoływał. Niech cel nie uświęca środków, religia odstrasza - nie przybliża. Jej obecność w obecnej formie szkodzi - nie wspiera. Oczywiście w Polsce mamy wielu świetnych kapłanów i katechetów, ale to jedynie mała kropla w morzu. Jej brak - to nie chowanie problemu pod dywan. Chowaniem pod dywan jest jej obecna kondycja. Reformy? Tak, ale tylko te szybkie, nastawione na dialog.
Śpieszcie się z dobrą i wymagającą religią w szkołach, uczniowie tak często odchodzą... w dorosłe życie - z bliznami i uprzedzeniem, że Jezus od nas niczego nie wymaga. Religia na której dobrze czują się osoby niewierzące, w której i oni mają wiele do powiedzenia. Sam tytuł i pewna deklaracja w tym artykule, może być efektem pewnej manipulacji i wywierania presji. Chociażby chrześcijan oczekujących pewnych zmian.
Całkowicie odcinam się od kwestii światopoglądowej - o to, czy powinna zniknąć w imię tolerancji i równouprawnienia. Jestem za jej obecnością - ale bez przymusu (zresztą ma to miejsce już teraz- każdy może się wypisać). Niekoniecznie w salach katechetycznych - ale w ciągu takich godzin, które są komfortowe dla jej uczestników. Ktoś chce wprowadzić lekcję etyki? Zorganizować konferencje, nauki o innych religiach? Proszę bardzo, jestem za. Interesują mnie inne religie, a każdy katolik powinien znać różnice, które wypływają z nauk i zasad odmiennych.
W Ewangelii Św. Marka Jezus będący na drodze paschalnej mówi do wszystkich: "Jeśli kto chce pójść za Mną". Jezus zawsze i na każdym kroku daje nam wybór. Chrystus powołuje swoich uczniów na różne sposoby. Teologia powołania zwraca uwagę na pięć, bowiem Bóg posługuje się ludźmi, aby przekazywać nam słowo - a) powołanie Jana, którego nie wymienił z imienia - było powołaniem serca. b) powołanie Andrzeja - wymóg świadectwa c) powołanie Piotra- służba. d) Filip (darmowość)- zgoda na to, żeby Jezus szedł przodem e) aż w końcu Natanael, który swoim umysłem zgadza się służyć wierze. Bóg daje wolność i wybór. Otrzymaliśmy miłość, ale tylko od nas zależy, czy na nią odpowiemy.
Mateusz Grzeszczuk
Polub mnie na Facebooku i miej swoje zdanie:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz